Zofia

Rozdział pierwszy

W Wigilię Bożego Narodzenia, I została również zaproszona do ciasta.
Za oknami krążyły
Surowy nocne opady śniegu,
reklama świetlna się losowo,
Nacisnąłem głowę do szyby:
okna majaczyły strażnika.

Tramwaje brzęczały w ciemności,
Wagony dudnienie na mostku,
gwintowane kry byków,
Słyszałem szelest rzeki,
na skrzyżowaniu pijak przyszedł,
I jeszcze mocniej do okienka prasowanego.

Wiatr wieje, trzepotanie śniegu,
majaczyły w śniegu sześć pik.
Błyszczały odmrożone wody,
indeveli cienkich drutów.
Pisnął talię dziennika.
Stał na skrzyżowaniu pijak.

Wszystkie cienie oknem poczwórne,
Latarnia zamachnął odbicie
Wypiłem tuż nad głową.
Z kabiny oddzielony straży
i porusza się wzdłuż ściany pod kątem,
a cień poszedł w kierunku.

Tramwaje brzęczały w ciemności,
drżenie belki mostu,
Słyszałem szelest rzeki,
powleczone w ciężarówkach ciemności,
taxi zmiecione z pełną prędkością,
migotanie światła na skrzyżowaniu.

Wiatr wieje, wystąpił śnieżyca
Bierze niebieski płaszcz.
Na skrzyżowaniu pijany czkawka.
latarnia wychyla, jego cień poszukiwane.
Ale jego cień ukryte w bieliźnie.
może, nie było w ogóle.

Podkradł ostrożnie do ściany,
nic nie zakłócało ciszę,
i cieniu swej pobiegł,
wymknął i obawiali się jedną,
nie tak pijany wrzucił bieg.
Myślał, w tym czasie o kolejny.

Wiatr wieje, i kołysanie bush,
To był powolny i gęste opady śniegu.
Pod śnieżną zasłoną litego
stał, otoczony białym.
Było śniegu, i ślad zniknął,
jakby przyszedł z nieba.

To było niemożliwe do spełnienia ich oddział,
niemożliwe było go ostrzec,
trzy z nich odwrócił. Trzeci - strach.
Powyżej ciemności latarnia zataczającego,
I zdawało, że zbliża się zamieć.
Między nimi był trzy kroki.

Nagle wiatr głośno,
między nimi błysnął samochód,
rzucił śnieżnobiałą skrzydło.
Nagle moje oczy zachmurzyło,
Na skrzyżowaniu ktoś krzyknął „nie”,
na chwilę gaśnie i znów błysnęło światło.

Był skrzyżowaniem znowu cichy i pusty,
majaczyły w cieniu krzewów czarny.
Poniższa zegar wskazuje godzinę.
Majaczyły w Spas bezgłowe dystansowych.
Sczerniałe odmrożone wody.
Wokół nie było widać żadnych śladów.

Myślę, że czasami, Tej nocy,
w stanie pokonać śnieg
i nawet jedna czwarta, lub trzeci,
w stanie przezwyciężyć wiele cieni,
która zachwalała śnieg,
Daje to pole do nieznanych sił.

więc, wszystko było pusto i ciemno,
trochę więcej Wyjrzałem przez okno,
w ciemności buszu zatrzymałem dreszcze,
tramwaje nadal grzechotka,
Odległość - drży podłogi.
Powoli opuścił kurtynę.

Nieznacznie drgnęły białe prześcieradła.
Matka cholernie skarpetki purpurowe,
ojciec naprawiony aparat.
Przeglądając czasopisma na łóżku brata,
i kot purring w nagrzewnicy.
I cicho krawaty studiował.

Było cicho i mrok,
On zanurkował włosy błyszczące igły,
jej okulary błyszczały w mroku,
lśniące soczewki na stole,
w ciemności kot z dudniącym oddychania,
krawat w lustro I szeleściły.

Oceniać:
( Brak ocen )
Podziel się z przyjaciółmi:
Józefa Brodskiego
Dodaj komentarz